Mój debiut w zawodach w podnoszeniu ciężarów (masters)

Pobudka o 6:30 w sobotę… Według „mądrości ludowych” ludzie sukcesu wstają o 5 rano z głową pełną pomysłów, a ja myślę że wstają po prostu wyspani kiedy się wyśpią. Ja się nie wyspałem. Zbieram myśli… czemu mnie ten budzik zbudził? A… zawody. Trzeba się jak najszybciej pozbierać i podjechać do Lift’a po Monię, Karola i Narka. Za kilka godzin zadebiutuję najpierw w roli trenera Moniki (to pierwszy raz kiedy kogoś wystawiam w zawodach w podnoszeniu ciężarów), a kilka godzin później – w roli zawodnika.

Debiut Moniki

Po ważeniu i obejrzeniu końcówki rywalizacji grup wiekowych mężczyzn 40-44 i kobiet 30-39 przyszedł czas na występ Moni, która trenuje ze mną od ponad 2 lat. Monika z dwubojem zaprzyjaźniła się całkiem niedawno – bo około 4 miesiące temu, a pomysł startu pojawił się w styczniu, kiedy okazało się że bardzo szybko się uczy i w ekspresowym tempie opanowuje technikę tych trudnych technicznie bojów.

Im bliżej startu, tym wyraźniejszy był stres Moniki przed startem. Jej „boję się”, które brałem zawsze jako coś mówionego pół żartem, pół serio, okazało się prawdziwym strachem który sprawił że rwanie, które na treningu wykonywała doskonale, na rozgrzewce wyglądało jak u osoby która pierwszy raz chwyciła sztangę w ręce.

Monika na zawodach. Podejścia 27/29 w rwaniu i 35/38/41 w podrzucie

Szczęśliwie pierwsze podejście w rwaniu (na 27 kg) zaliczyła bez problemów. Drugiego (29 kg) i trzeciego (30) niestety nie udało się zaliczyć, ale już było jasne, że nie musi się obawiać skończenia jako niesklasyfikowana. Przy podrzucie 35 i 38 kg nie stanowiły żadnych problemów, i zaliczyła je bez problemu. Przy 41 kg niestety był docisk, i mimo że sztanga trafiła nad głowę podejście zostało nie zaliczone (sprawiedliwie).

Ostatecznie Monika zaliczyła 65 kg w dwuboju i zrealizowała wszystkie cele które miała postawione przed zawodami: sklasyfikować się, zebrać doświadczenia, poczuć klimat zawodów. Nie udało się zbliżyć do obecnych życiówek (33/42 kg), ale biorąc pod uwagę staż treningowy (przypominam, 4 miesiące w podnoszeniu ciężarów!) nie można nie być zadowolonym ze startu, wnioski wyciągnięte na tych zawodach pozwolą na lepsze występy w przyszłości.

Treningi Moniki przed zawodami. 32 kg rwanie / 40 kg podrzut.

Kolej na mnie

Między występem Moni a moim postanowiliśmy skoczyć z Konstantynowa do Łodzi na obiad. Jak się okazało nie był to najlepszy pomysł, bo 8 km pokonywaliśmy w jedną stronę 40 minut i ostatecznie wciągnąłem tylko na szybko trochę kurczaka i musiałem wracać na ważenie, po którym… znów musiałem jechać do Łodzi żeby przywieźć ekipę po jedzeniu. Okazało się to o tyle niefortunne, że moja grupa wiekowa została nieco przyspieszona i zabrakło mi czasu na normalną rozgrzewkę… co z kolei podniosło mocno adrenalinkę. W zasadzie całą rozgrzewkę musiałem zmieścić w regulaminowych 10 minutach między prezentacja a pierwszym podejściem (otwierałem stawkę), więc nie było czasu na żadne aktywacje i inne „standardowe” działania. Została sztanga i naciąganie kolanem Narka żeby złapać mobilność.

Pierwsze podejście w rwaniu – 73 kg – zaliczone (niesłusznie) przez sędziów bo z tej całej adrenaliny zapomniałem że mam czekać na komendę przed zrzuceniem sztangi. Przy 77 już nie pozwoliłem na żadne wątpliwości. Z kolei 82 kg niestety weszły nad głowę z lekkim dociskiem, który nie uszedł uwadze sędziów i stosunkiem 1:2 podejście zostało niezaliczone.

Szybki powrót na salę rozgrzewki i przygotowanie do podrzutu, który był dla mnie wielką niewiadomą. Od grudnia „bujam się” z kontuzją nadgarstka, której nabawiłem się realizując plan pierwszy „obcy” plan treningowy od lat.
Z jej powodu przez ostatnie miesiące nie miałem możliwości robienia cięższych zarzutów i podrzutów – przy ciężarach rzędu 70-80 kg ból stawał się nie do zniesienia, przez ostatnie 3 tygodnie przed zawodami odpuściłem te elementy zupełnie, żeby dać czas na zagojenie. Sprawdzian kilka dni przed nie wyszedł niestety pozytywnie – po zarzucie na 80 kg nadgarstek się odezwał, więc pozostało szukanie ominięcia problemu.

Rwanie 72/77/82 kg, podrzut 93/101 kg

Sposobem okazało się zarzucanie ciężaru „na wysoko” z węziej niż zwykle ustawionymi dłońmi na gryfie – nie jest to może moja ulubiona pozycja, ale okazała się skuteczna. W podrzucie udało się zaliczyć wszystkie 3 podejścia na 95, 98 i 101 kg, z apetytem (i zapasem) na znacznie więcej.

Ostatecznie zostałem sklasyfikowany na 16 miejscu (na 19 startujących w mojej grupie wiekowej) co traktuję jako dobry początek tej przygody. Podobnie jak dla Moniki, moje starty w tym roku mają na celu zebranie doświadczenia (oraz motywacji), a na punktowanie przyjdzie czas w najbliższych latach. Najbardziej budujące dla mnie jest to, że nie miałem problemu z utrzymaniem koncentracji na zawodach a adrenalina działała pozytywnie motywująco.

Podsumowanie startu

Mimo odległych miejsc oboje wracamy z Konstantynowa zadowoleni. Startujący w Pucharze zawodnicy prezentowali bardzo wysoki poziom sportowy (w mojej kategorii wiekowej 2 osoby zaliczyły 300 i więcej kilogramów w dwuboju), więc „gonienie ich” zapewni mi rozrywkę na długie lata. Jednocześnie sama impreza odbywała się w bardzo luźniej, rodzinnej atmosferze, i na pewno zachęcała do tego, by kontynuować starty organizowane przez PFPC Masters.

Przy okazji chciałem pogratulować Monice wytrwałości – przez ostatnie 2 lata zrobiła bardzo dużo dobrej roboty, od poziomu w którym 8-kilogramowy kettlebell był zbyt cięzki do przysiadu, do poziomu gdzie startuje w zawodach. Chciałem też podziękować Narkowi i Karolowi za wsparcie w przygotowaniu oraz podczas zawodów, oraz ekipie wspierającej – Emilii, Ani i Łukaszowi.